Gajdy Rozwoj audiobook 500Już w sprzedaży !
Nowa wersja naszej książki:
Audiobook: Rozwój. Jak współpracować z łaską?

Świadectwo K

Świadectwo z rekolekcji "Puste ręce" w styczniu 2013 w Kazimierzu Biskupim

Na rekolekcje właściwie nie było już sensu jechać, ponieważ parę dni wcześniej nie wytrzymałem i powiedziałem mojej żonie, że nie dam już rady być z nią i chcę odejść. Wsparcie i zachęta ze strony mojego brata, żeby nie rezygnować z wcześniej zaplanowanych rekolekcji oraz perspektywa bycia w bezpiecznej odległości od „pola bitew” - gdzie walczyliśmy z żoną przez ostatni rok - sprawiły, że właściwie bez celu, ale jednak pojechałem do Klasztoru Misjonarzy Świętej Rodziny w Kazimierzu Biskupim.

Rekolekcje w milczeniu dotyczące duchowości pustych rąk prowadzili Marcin Gajda i ks. Andrzej Rabij. Pracowaliśmy w oparciu o Słowo Boże, konferencje Marcina oraz każdy indywidualnie odpowiadając sobie samemu na konkretne pytania. Były Eucharystia, medytacje i modlitwa kontemplacyjna.

Z konferencji na konferencję coraz trudniej mi było przyjąć prawdę na swój temat, ale starałem się być uczciwy wobec siebie i Boga.
Jeszcze trudniejsza stawała się praca indywidualna. Na pytania odpowiadałem coraz bardziej pobieżnie, a towarzyszyły temu nieprzyjemne uczucia zniecierpliwienia, złości, wreszcie poczucie beznadziei.

Ostatniego wieczora rekolekcji podczas medytacji, w której mieliśmy wyobrazić sobie moment własnego poczęcia, nagle już na samym początku poczułem ogromny ból, jakby ktoś wbił mi coś wielkiego i ostrego w serce; nie byłem w stanie powstrzymać się od płaczu. Wyszedłem od razu z sali bardzo wzburzony. Przez jakiś czas kłóciłem się sam ze sobą chodząc na dworze po wewnętrznym dziedzińcu klasztoru, paląc papierosa za papierosem.

Myślałem, że moją relację z mamą miałem już poukładaną, zamkniętą, wyjaśnioną, z głowy!
Przecież przestałem się jej wstydzić, potem poradziłem sobie z irracjonalnym poczuciem winy za to co zrobiła, by wreszcie (wspaniałomyślnie) WYBACZYĆ jej!...

Kolejny raz zacząłem wspominać, wyobrażać sobie jak „to” zrobiła, na podstawie szczątkowej wiedzy przeliczać miesiące, by zawyrokować czy byłem już w jej brzuchu gdy....
i nagle dotarł do mnie fakt, że po tym co zrobiła - Pan Bóg pobłogosławił jej jeszcze czterokrotnie synami (jednym z nich jestem ja).
Jak bardzo musiał ją kochać!
A ja? Zobaczyłem, że ja ją potępiałem, że miałem względem niej poczucie wyższości, że od zawsze dawałem sobie prawo oceniania jej.

To był dla mnie moment krytyczny, przełomowy. Stopniowo zacząłem odczuwać współczucie względem mamy. Wyobraziłem sobie jak bardzo mogła czuć się samotna, może bezradna, zdradzona, chora...?
Tego wieczora nie wyszedłem już ze swego pokoju (miałem ten komfort, że mogłem być zupełnie sam), ale bynajmniej nie było już „z górki”.
Gdzie jestem? Dokąd zmierzam? - jedna wielka pustka, dno pod którym nie ma już nic!
Właśnie opuściłem żonę, dzieci.
Czułem, że nie ma dla mnie już żadnego początku, bo on już był.
Docierało do mnie, że porozrywałem korzenie - szarpiąc się w gniewie, agresji, gdy za wszelką cenę chciałem udowodnić „mojszą” rację, gdy nieumiejętnie walczyłem o siebie, gdy od dawna uciekałem od najbliższych będąc tuż obok nich...
Zacząłem się rozglądać po pokoju – może jednak ktoś wejdzie i powie mi, że nie tak całkiem jestem zły, że przecież odrobina dobra jeszcze na pewno we mnie ocalała? Ale byłem tylko ja i Bóg.
Poczułem, że nie chcę serca z kamienia.

Uklęknąłem i zacząłem się modlić, właściwie błagać Boga, żeby zabrał ze mnie tę skamielinę. Płakałem.
Nie wiem jak długo to trwało, ale był moment, że czułem jakby nie było we mnie już nic.
Wtedy nie wiem skąd, zupełnie absurdalnie, przyszła mi do głowy piosenka, którą ze dwa razy słyszałem kiedyś w radiu, a której pamiętałem tylko pierwszą frazę: „ moje serce jest pełne miłości”.
I zacząłem cicho śpiewać:

moje serce jest pełne Miłości,
moje serce nie szuka urazy,
moje serce wypełnia Pokój,
moje serce nie skore do zdrady.

Nie rozumiejąc co robię - powtarzałem te słowa jak mantrę. Coraz śmielej, głośniej, pewniej aż po jakimś czasie dotarło do mnie, że to może być o mnie, o moim sercu! Że mam serce żywe, dobre, że mogę mu ufać!
Zrobiłem sobie gorącą kąpiel i cały czas śpiewałem.

Może trzeba było tysiąc razy wyśpiewać prawdziwe słowa, żeby wypchnąć z własnego gardła te wszystkie fałszywki o niezasługiwaniu na Miłość Boga?
Otrzymałem dar ogromnej ufności, że faktycznie „ w Nim żyjemy, poruszamy się, jesteśmy”, że zawsze jest na odległość mojego "Tak".
...Sporo czasu zajęło mi opisanie tego świadectwa. Przed chwilą żona zapytała mnie, czy może mi w czymś pomóc – wie o czym piszę.

Nadal bywam nerwowy, podjąłem terapię w związku z moim uzależnieniem od komputerów, rzuciłem palenie, pogodziłem się z kimś dla mnie ważnym, nasz pies domagający się co godzinę wyjścia na dwór nie wzbudza mojej radości, męczę się, pocę a bywa nadal, że czasem śmierdzę - nie mniej niż kiedyś...

Zostałem jednak obdarowany na nowo żoną – tą samą, której ślubowałem kiedyś całego siebie, pozwoliłem stać się na nowo darem dla moich dzieci – mają tego samego tatę, ale jakby trochę innego, i odzyskałem serce, które nigdy nie przestało być pełne miłości, gdyż tak zostało pomyślane przez Stwórcę.
K

 

Fundacja

theosisJeśli chcesz możesz wesprzeć materialnie nasze działania. Aby dowiedzieć się więcej zajrzyj na stronę Fundacji Theosis www.fundacjatheosis.pl.

Pro Homini

Pro Homini Marcin Gajda
Bolechowo 14
72-100 Goleniów

53 1140 2004 0000 3902 7698 9549

 

Wiadomości

Jeżeli chcesz dostawać od nas powiadomienia i zaproszenia, przejdź na stronę Przyjaciół Miłości Miłosiernej i podaj swój adres e-mail w formularzu u dołu strony.

Facebook